poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Dwa.

***

... zapłacę ci w inny sposób - zaproponowała kuszącym głosem, chodź tak bardzo tego nie chciała. Nie chciała się poniżać aż do takiego stopnia, ale nie miała wyjścia - tak sobie to tłumaczyła.
- Kusząca propozycja - odpowiedział
- Wiem, nie udawaj że nie masz na mnie ochoty. Od dawna widziałam jak na mnie patrzysz - dopowiedziała
- Zaraz będę - odpowiedział zachęcony i się rozłączył. Długo nie musiała czekać na swojego "przyjaciela" - Mam nadzieję, że pokażesz co potrafisz - powiedział na wejście
- No to jest przecież oczywiste. Ale proszę daj mi chociaż trochę teraz - spojrzała w jego oczy
- Masz, ale się pospiesz, bo nie mam dużo czasu - odparł kierując się za dziewczyną w stronę sypialni. Gdy tylko zażyła to cholerstwo, poczuła się lepiej i chodź tak bardzo nie chciała tego robić, nie miała innego wyjścia. Spędzili razem skupieni na seksie około godziny, później on się ubrał i wyszedł. Dziewczyna miała łzy w oczach, cieszyła się że jest już po wszystkim. Ale było jej wstyd, jak nigdy dotąd, jak mogła się tak upokorzyć. Wzięła kolejną dawkę i miała zamiar iść spać, ale usłyszała dźwięk swojego telefonu.
- Cześć Lea - usłyszała w słuchawce, przeraźliwy głos swojej przyjaciółki
- No hej Aga - powiedziała z nadzieję
- Ty się nie ciesz, za 10 minut widzę Cię u Siebie. Musimy pogadać - dodała poważnym głosem
- Okey - odparła dziewczyna z niechęcią. Zwlokła się z łóżka, a następnie wzięła błyskawiczny prysznic. Wysuszyła włosy, ubrała jakiekolwiek ubrania i wybiegła do Agaty. Nie chciała znowu słuchać że ma to rzucić. Przecież ona bardzo dobrze o tym wiedziała, dlaczego nikt nie mógł tego pojąć ?! Chciała, ale nie potrafiła, nie chciała być ćpunką. Marzyła o tym żeby się wyleczyć, ale nie potrafiła. Brak był jej motywacji i chęci. Po jakimś czasie była na miejscu i lekko zapukała do drzwi.
- Cześć Lea - powiedział kapitan biało-czerwonych
- Cześć, jest Aga ? - odpowiedziała lekkim uśmiechem
- Czeka na Ciebie w kuchni - odparł zapraszając ją gestem ręki do środka. Weszła na korytarz, zdjęła buty i podążała za Błaszczykowskim. Szli prosto do salonu, gdzie było słychać głośne okrzyki, domyśliła się że to znajomi Kuby, więc szybko spuściła głowę w dół i szybkim krokiem poszła do kuchni.
- No miło Cię widzieć -powiedziała wściekła Agata
- Cześć Aga - odparła skrępowana
- Jak mogłaś ?! - wrzasnęła Polka - Obiecałaś mi że już nie będziesz, czy Ciebie na prawdę trzeba kontrolować jak małe dziecko. Przecież moja Oliwia jest o wiele bardziej odpowiedzialna niż ty - krzyczała
- Nie krzycz, przecież tam jacyś ludzie siedzą - powiedziała po cichu wskazując palcem na salon wypełniony przyjaciółmi Jakuba
-Trudno. Dziewczyno jak możesz być taka nieodpowiedzialna. Chcesz sobie zniszczyć życie jeszcze bardziej ?! - powiedziała głośno lecz już nie krzykiem
- Bardziej już się nie da - odparła zrezygnowana. Poczuła jak jej serce zaczęło mocniej bić, strasznie głupio jej było z tego powodu, że to właśnie Aga musi na nią krzyczeć żeby zrozumiała
- Masz racje użalaj się nad sobą, to na pewno ci pomoże - krzyknęła polka z braku sił
- Mi już nic nie pomoże - powiedziała Lea ze łzami w oczach - Ja już pójdę - dodała ocierając łzy z policzków
- Jeszcze nie skończyłam - krzyknęła za dziewczyną, która chwyciła szybko swoje obuwie w dłonie i wybiegła na ulicę. Serce pękało jej na miliony malutkich kawałeczków, ale co miała zrobić. Iść na odwyk ? Jak narkomanka ma wytrzymać pół roku zamknięta w czterech ścianach. To nie dla niej, Lea potrzebuje przestrzeni, wolności. Do tego opowiadanie o tym co się w danej chwili czuje, ta dziewczyna jest zbyty nieśmiała i zamknięta w sobie żeby mówić komukolwiek o tym co właśnie przechodzi. Wiele trudnych chwil zajęło jej to żeby zaprzyjaźnić się z Błaszczykowskimi. Ale udało się, zdobyła przyjaciół, a teraz po tej kłótni nie miała siły na nic, nie miała komu się wygadać. Ubrała swoje buty i poszła w stronę malutkiego parku w pobliżu domu Kuby i Agaty. Lubiła to miejsce najbardziej ze wszystkich w Dortmundzie, tu odnalazła swoją oazę spokoju. Gdy już doszła na miejsce, poszła prosto do fontanny, to jej ulubiona część parku. Zawsze wpatrywała się w wodę, która spokojnie i regularnie spadała w dół. Chciała uciec od swoich problemów i to jak najszybciej, ale do głowy przychodziły jej tylko dwa pomysły. Pierwszy - naćpać się na śmierć, niestety nie miała aż tyle narkotyku, żeby mógł ją uśpić już na zawsze. Drugi - żeby po prostu pociąć sobie żyły. Już kiedyś próbowała, po wypadku swoich rodziców. Uratował ją Kuba, który przyjechał do niej w odwiedziny. Pobiegła szybko do domu, nie chciała więcej męczyć się z tym wszystkim co otacza ją, więc postanowiła podciąć sobie żyły i to jak najszybciej. Po kilku chwilach była na miejscu, poszła prosto do łazienki, przed tym biorąc z sypialni działkę kokainy. Wciągnęła wszystko co miała i wpadła w szał, chwyciła za lustro i rzuciła nim o podłogę z całej siły. Usiadła pośród odłamków. Rozglądała się po pomieszczeniu. Nogi już miała pocięte od malutkich kawałków lustra. Spojrzała w dół na odbicie w jednej z części. Oczy zalane łzami, serce waliło jej tak mocno, że sama nie wiedziała czy to od narkotyków, czy od strachu. Prawda była taka, że nie chciała tego robić i bardzo się bała, lecz wmawiała sobie, że nie ma innego wyjścia. Westchnęła głośno i chwyciła jeden z odłamków, po czym przejechała kilkukrotnie po swoich nadgarstkach. Oczy powoli jej się zamykały, poczuła ukojenie, którego nie doświadczyła nawet po kokainie. Już nie myślała racjonalnie, nie wiedziała gdzie jest i kim jest. Nie zdawała sobie powagi z sytuacji, zaczęła się głośno śmiać. Do momentu, gdy usłyszała czyjeś kroki.
- Dziewczyno, co ty robisz ?! - krzyknął jakiś chłopak, stojący we wejściu do łazienki
- Nie chce żyć, słyszysz ? - odpowiedziała cicho i zamknęła oczy.

***

Jestem z kolejnym rozdziałem.
I co ? Trochę dramatu nie ? :)
Przepraszam za wszystkie błędy,
ale staram się korzystać jak najwięcej z ostatnich chwil wakacji.
Do następnego. <3

środa, 19 sierpnia 2015

Jeden.

***

Dzień jak co dzień. Wstała wyspana, bo by koło godziny 12.Mieszkała sama, jest bez zobowiązań i dobrze było jej z tym faktem. Usiadła na krawędzi łóżka i otworzyła szufladę  od szafki nocnej. Na samym wierzchu leżał przezroczysty woreczek z białą zawartością. A w jego środku znajdowała się biała substancja, która była dla niej lekiem na wszelkie zło, a mianowicie kokaina. Nie miała wielu przyjaciół, zwłaszcza tych prawdziwych. Jeżeli chciała się z kimś naćpać miała gdzie zadzwonił, ale jeżeli potrzebowała
pomocy mogła zadzwonić tylko i wyłącznie do jednej osoby. Była nią Agata, żona jakiegoś tam piłkarzyny z Dortmundu. Ale lubiła jej męża, nigdy jej nic nie zrobił, przeciwnie był dla niej oparciem jak jego żona. Nie odwrócili się od niej, kiedy złapali ją na ćpaniu lub podobnych sprawach. To właśnie młoda polka pomogła ćpunce znaleźć pracę, żeby
miała za co żyć, a co się z tym wiąże - żeby miała też za co ćpać. Chociaż przychodził taki kryzys w jej życiu, że nie wytrzymała do wypłaty i musiała w inny sposób zdobyć to na czym jej najbardziej zależało. Nie miała rodziny, bo i ta była dla niej zbędna. Jej rodzice zmarli w wypadku samochodowym gdy miała 11 lat. Zostawili jej tylko i wyłącznie dom. Nie wielki , całkiem przytulny. Wychowywała ją na początku jakaś rodzina, lecz później musiała zająć się tym sama. Uciekła od nich, było jej tam na prawdę dobrze. Pokochała ich jak własną rodzinę, a zwłaszcza jednego z chłopców w tamtym domu. Był dla niej jak brat, taki prawdziwy. Wspierał ją zawsze i doskonale wiedział, gdy coś było nie tak. A pozostała rodzina się od niej odwróciła, bo kto by chciał znać ćpunkę ? No właśnie - nikt ! Zrobiła dłuższą kreskę na szafce nocnej, a resztę odłożyła na swoje miejsce. Klękła przed brązowym meblem, wzięła głęboki oddech, zatkała jedną z dziurek od nosa, a drugą wciągnęła dokładnie całość, starając się przy tym nie pozostawić ani śladu po substancji. Lekko zakręciło się jej w głowie, więc przysiadła na krawędzi swojego łóżka i wciągnęła głęboko do płuc sporą ilość powietrza. Wstała i do razu poczuła ogromną ulgę. Poszła do kuchni, żeby coś w końcu zjeść przed wyjściem do pracy. Zostało tylko mleko i jakieś cholerne płatki, które musiała zjeść żeby chodź w połowie wypełnić swój głód. Zbawienie działało jak trzeba, więc humor dziewczyny od razu się poprawił. Po śniadaniu powędrowała do łazienki Umyła dokładnie zęby, przemyła twarz i uczesała włosy w niedbałego koka. Potem poszła do sypialni i otworzyła swoją szafę. Wyciągnęła z niej krótkie szorty z wysokim stanem do tego króciutką koszulkę, która odsłaniała jej brązowy, idealnie wyrzeźbiony brzuch. Na samym środku w pępku, delikatnie świecił kolczyk. Zarzuciła torebkę na ramie i była gotowa do wyjścia. Właściwie to musiała biec do pracy bo bała się, że nie zdążyły. Nie pracowała tam długo, bo może zaledwie z miesiąc, ale już zdążyła polubić tę pracę. Nie należała ona do ciężkich, opiekowała się psem, czasami coś ugotowała i posprzątała trochę dom. A wypłata nie była mała w porównaniu z pracą. Po chwili była już na miejscu, zadzwoniła delikatnie dzwonkiem i jak zwykle otworzyła jej starsza pani.
- Dzień dobry Pani Julio - powiedziała uśmiechnięta
- Witaj Lea - usłyszała
- Jak się pani czuje ? - zapytała wchodząc do środka
- Bardzo dobrze, dziękuje - odparła - Hades już na Ciebie czeka - zaśmiała się cicho
- Cześć mały - powiedziała i od razu podeszła do pieska, który stał pod tylnymi drzwiami, bacznie wyczekując spaceru. W całym domu nagle rozległ się dzwonek do drzwi – Chyba ma Pani gości, więc my już pójdziemy – odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna, zaczepiając smycz i szybko ulatniając się tylnymi drzwiami domu. Wszyscy myślą że jeżeli ktoś bierze jakiekolwiek narkotyki jest złym człowiekiem. Ale czy to jest prawda ? Może po prostu to słabi ludzie, którym nie ma kto pomóc, albo nie chcą tej pomocy. Może to osoby, które boją się życia. A może to życie ich tak bardzo skrzywdziło że nie potrafią się pozbierać po tym ciosie. Dokładnie tak było z Leą: mała, smukła dziewczyna. Nikogo nie byłaby wstanie skrzywdzić, ale bierze to świństwo, które jest dla niej lekiem. Może nie należy do tych najbardziej odpowiedzialnych osób, ale nie jest taka jak te stereotypy ćpunów. Jest wyjątkowa, zupełnie inna niż dziewczyny w jej wieku. Na pozór cicha i spokojna, strachliwa, ale potrafi pokazać pazury. Gdy tylko wychodziła na spacer z Hadesem przypominały się jej chwile, które spędzała z rodzicami i z ich pieskiem Hektorem. Zwierzęta były dla niej wszystkim, nie groźne i wyjątkowe – dokładnie tak jak ona. Wracając ze spaceru szła powolnie chodnikiem wpatrując się w pięknego zwierzaka, który szedł kilkanaście metrów przed nią. Na podjeździe domu Pani Juli stał wielki, czarny samochód. Widać było że właściciel tego samochodu nie należał do biednych, ale to nie jej było go oceniać, bo nawet go nie znała. Weszła po cichu na palcach tylnymi drzwiami, spuściła psa ze smyczy i poszła szybko do łazienki żeby umyć ręce. Nie chciała przeszkadzać Pani Julii w rozmowie, więc próbując wyjść na mały, ale zadbany podwórek za domem przechodziła obok salonu.
- Lea – zawołała starsza pani
- Tak ? - zapytała ze sztucznym uśmiechem na ustach, nie chciała tam wchodzić, ale gdy już ją zawołano nie mogła odmówić. Powoli kierowała się w stronę salonu, po chwili stała we wejściu.
- Lea, kochanie poznaj mojego wnuczka Marco, Marco to jest właśnie opiekunka naszego Hadesa.
- Dzień dobry, miło Cię poznać – powiedział blondyn podnosząc się z kanapy i wyciągając w kierunku dziewczyny swoją rękę
- Mnie również – odpowiedziała cicho podając swoją dłoń – To ja już nie będę przeszkadzać pójdę zrobić obiad, na co ma Pani ochotę ? - zapytała
- Pamiętasz jaka była umowa ? - zapytała z groźną miną pani Julia
- Tak wiem, ale Pani jest dla mnie taka dobra. Muszę się odwdzięczyć – dodała z lekkim uśmiechem
- No dobrze, jeżeli tak bardzo chcesz. - odpowiedziała staruszka
- Dziękuję – powiedziała ostatni raz i z uśmiechem wyszła z pomieszczenia. Powędrowała do kuchni, żeby coś ugotować. Bardzo lubiła to zajęcie, odprężało ją i to niesamowicie.  A w domu nie gotowała, bo najczęściej zjadała posiłek właśnie u swojej pracodawczyni.  Cały czas przygotowując ulubioną Lazanię, zastanawiał się skąd zna tego chłopaka. Wydawał się jej znajomy, ale za nic w świecie nie widziała skąd. Po pewnym czasie w całym domu roznosił się zapach pysznego dania, które Charlie właśnie wyjmowała z piekarnika.
- Zapraszam do stołu – zawołała z jadalni, gdzie wszystko rozłożył na wielkim stole.  We trójkę zjedli obiad, sporo rozmawiali, a jeszcze więcej się śmiali. Lecz w głowie dziewczyny była twarz wnuczka pani Julii. Po posiłku posprzątała, wszystkie naczynia dokładnie umyła i posprzątała kuchnię. Chciała zabrać psa na spacer gdy nagle przyszedł wysoki blondyn obok niej. 
- Czy mógłbym zabrać go na spacer ? - zapytał z ślicznym uśmiechem na ustach patrząc na psa 
- Proszę – odpowiedziała oddając smycz chłopakowi 
- Możesz pójdziesz z nami ? - zapytał 
- Może innym razem. Jak ty go weźmiesz to ja będę miała czas, żeby trochę posprzątać i zrobić pranie – odparła odchodząc od chłopaka. Pobiegła do sypialni pani Julii, gdzie starsza pani powinna być. Zapukała cicho, lecz nikt jej nie odpowiedział, zapukała mocniej i też nie usłyszała żadnego głosu tylko ciche chrapanie. Zaśmiała się pod nosem, uchyliła drzwi i zobaczyła śpiącą starszą panią. Zamknęła po cichu drzwi i wzięła się za sprzątanie całego domu. Nie był on mały, ale do wielkich też nie należał. Po niecałej godzinie uporała się ze wszystkich co zaplanowała i wyszła na mały podwórek. Chwyciła za piłkę i zaczęła delikatnie odbijać. Nie wychodziło jej to za bardzo, ale się nie poddawała i dalej próbowała coś wymyślić.  Po pewnym czasie zaczęło ją to irytować, więc odłożyła piłkę i usiadła na małej, drewnianej huśtawce. To lubiła najbardziej, bo spacery z rodzicami kończyły się na zabawie na placu zabaw. A huśtawka była jej ukochanym miejscem. Czuła się wtedy beztrosko, zwyczajnie, bez problemów – jak by nie była sobą. Zamknęła oczy i zaczęła marzyć. Miała wrażenie, że buja się w białych, delikatnych chmurkach. Poczuła na swoich kolanach coś ciężkiego. Otworzyła szybko oczy i spojrzała na psa, który zaczął lizać jej twarz. 
- Co kochany? Jak było na spacerze ? - uśmiechnęła się szeroko do pieska na co on głośno zaszczekał. - Matko jak ty śmierdzisz - zaśmiała się głośno czując zapach 
- Zaliczył kałuże jedną góra dwie - uśmiechnął się do niej chłopak 
- Czuć - odparła tym samym i poszła po wąż, który był podłączony do kranu. Wykąpała  swojego ukochanego pupila i dokładnie wysuszyła. Czuła na sobie wzrok chłopaka, ale nie zwracała na niego uwagi, po prostu robiła co do niej należy. Na zewnątrz wyszła starsza pani. 
- Przepraszam, czy ja mogłabym już iść ? - zapytała się z nadzieję. Poczułaś głód, głód narkotykowy bo jaki inny. Organizm miała już praktycznie wyniszczony i nic nie czuła, prócz tego. Ale właśnie "to" było dla niej najgorsze. 
- Tak pewnie, ale myślałam że zjesz z nami ciasto - powiedziała staruszka 
- Dziękuję bardzo, ale nie dziś spieszę się - uśmiechnęła się krzywo - Do zobaczenia Pani Julia - dodała do staruszki - Miło było Cię poznać - krzyknęła szybko nad odczepne do chłopaka i wybiegła z domu. Od razu doszła do swojego mieszkania i wbiegła do sypialni. Miała nadzieje, że nie będzie miała ochoty na narkotyk, ale to było silniejsze od niej. Nie dawała rady, zajrzała do szuflady, ale tam nie znalazła swojego zbawienia. Wiedziała już gdzie są jej prochy. Aga musiała tu być i je znaleźć. Młoda dziewczyna obiecała jej że rzuci, ale nie udało jej się a najwyraźniej Polka znalazła to cholerne świństwo.Tylko jedna osoba mogła jej pomóc. Chearli. Chwyciła za telefon siedząc na podłodze, czuła jak mocno bije jej serce. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie tak łatwo go przekonać, a tym bardziej gdy nie ma się kasy. Nerwowo ruszała jedną ręką, zaciskając przy tym mocno kciuk. 
- Cześć Cherali
- Cześć kochana - odpowiedział 
- Potrzebuję... - powiedziała przeciągle 
- A masz kasę ? 
- Nie 
- To żegnam - powiedziała bez skrupułów 
- A może wpadniesz do mnie i... - sama nie wierzyła że chce to powiedzieć, a tym bardziej zrobić. Jak można być tak chorym człowiekiem, żeby zniżać się do takiego poziomu. Sama nie wiedziała, ale musiała. Dłużej już nie mogła wytrzymać...

***

Wiecie co wam powiem ? Wow !
Jestem w takim szoku, że to jeszcze chyba do mnie nie dotarło.
4 komentarze pod Prologiem, to jest dla mnie kosmos po prostu.
Z całego serca pragnę Wam bardzo, ale to bardzo podziękować.
Specjalnie dla tego przychodzę z kolejnym rozdziałem, mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Koniecznie dajcie znać.
Pozdrawiam Serdecznie i do następnego ! ;***

niedziela, 16 sierpnia 2015

Prolog.


~ Rok 2000 ~
- Mamusiu ! - krzyczała jak opętana widząc całą zakrwawioną twarz swojej rodzicielki - Obudź się ! Słyszysz ? Obudź się. Boję się, jest burza. - cała twarz jedenastoletniej dziewczynki zalana łzami. Stała przy drzwiach samochodu swoich rodziców od strony pasażera. - Mamo - jęknęła już znacznie ciszej. Pobiegła z drugiej strony. - Tatusiu obudź mamę, ona się nie odzywa, a ja tak strasznie boję się tej burzy - powiedziała cichutko trzymając swojego ukochanego misia, który miał kształt pszczółki - Dlaczego wy mnie nie słuchacie ? - krzyknęła na całe gardło, odsunęła się kilka kroków, a w samochód trafił piorun. Zaczęła płakać jeszcze mocniej, sama nie wiedziała co ma dalej poczynić. Jadący samochód zatrzymał się widząc mała, zapłakaną dziewczynkę, a obok samochód, który zaczynał się palić.
- Hej maleńka jak masz na imię ? - zapytał mężczyzna około 40
- Lea - wydukała - Niech pan im pomoże, oni nie chcą się obudzić, a ja się boję burzy - dodała szybciutko ściskając żółto-czarną pszczółkę
- Idź do samochodu dobrze, a ja zaraz do Ciebie przyjdę - pogłaskał ją delikatnie po główce i poszedł w stronę palącego się samochodu . Oboje nie żyli, od razu się domyślił. Zadzwonił po straż i policję, a sam z małą Leą udał się do swojego domu. Kiedy wsiadał do samochodu, dziewczynka już spała, przyciskała mocno do swojej piersi małą maskotkę. Przerażona przetarła oczy i rozejrzała się dookoła, nie wiedziała gdzie jest. Bardzo się bała, a po jej bladych policzkach znów poleciały łzy. 
- Ale masz fajnego misia - usłyszała od małego chłopca - Mogę ? - zapytał. Pokręciła głową i podała mu swoją ukochaną maskotkę.
*** 
- Marco ! - krzyknął Mario - Dalej bo zaraz się spóźnimy na trening - dodał szybko
- Już idę - odpowiedział mu jego najlepszy kumpel
- A wiesz, że dzisiaj mój tata przywiózł jakąś dziewczynkę do nas do domu ? - uśmiechnął się do blondyna, który szedł obok, kierując się na trening 
- I kto to jest ? - zapytał jak zwykle ciekawski Marco
- Nie wiem, ale jest ładna - odparł Goetze. Dwóch najlepszych kolegów, jeden starszy, drugi trochę młodszy. Znali się od dziecka i od razu zaprzyjaźnili. Wówczas małego Marco bardzo ciekawiła ta historia o dziewczynce, ale postanowił o tym nie myśleć, bo przecież mieli trening.

~ Rok 2013 ~

- Mario - wrzasnął Marco czekając na przyjaciela
- Jak byliśmy mali to ty się spóźniałeś, teraz moja kolej - zaśmiał się chłopak
- Kopnęła Cię zaraz w ten gruby tyłek - śmiał się blondyn
- To są mięśnie rudzielcu - trącił klubową jedenastkę w bok
- A co z tą dziewczyną, którą twój tata kiedyś znalazł ? Nigdy jej nie widziałem - zapytał ciekawy
- Jak miała 15 lat uciekła od nas. Ale wiesz - zaczął młodszy z dwójki przyjaciół - Na prawdę ją lubiłem, zawsze się wszystkim dzieliła. Jej rodzice na prawdę musieli ją dobrze wychować. - i taka była prawda. Mario wręcz ją pokochał jak własną siostrę. Często się kłócili, ale to chyba wszyscy tak mieli. Szanował ją, a ona odwdzięczyła mu się bezgranicznym zaufaniem. Był bardzo ciekawy co się z nią teraz dzieje. 
- Ejj - usłyszał głośny ryk obok swojego ucha
- Zamyśliłem się - odparł oszołomiony, na co Reus zaczął się śmiać
- Nie szukaliście jej ? - pytał dalej, jakby był detektywem
- Jasne że tak. Miała takiego misia pszczółkę, tak jak teraz u nas w klubie jest maskotka. Włożyła mi ją do łóżka i uciekła. Nigdy tego nie zapomnę. Uwielbiała ją, nikomu oprócz mnie jej nie dawała. - kontynuował zamyślony
- To rzeczywiście musiała być ciekawą osobą - odparł zastanawiając się po tych wszystkich ciepłych słowach jakie powiedział o niej Mario. Ale nigdy w życiu by się nie spodziewał, że będzie miał okazje ją poznać. Od początku dziewczyna nie polubi go, ale z biegiem czasu wszystko wkroczy na zupełnie inny tor. Co dalej się potoczy ? Co dzieje się z dziewczyną ? Niedługo się okaże !

***

Cześć !
Jestem nowicjuszką, nie bardzo jeszcze wiem jak mam pisać. 
Mam nadzieję że z biegiem czasu będzie mi to szło lepiej.
A dziś prolog. Jeśli wam się spodobał, dajcie znać w komentarzach.
Mam nadzieję że mnie polubicie.
Zapraszam do zakładki Spamik, gdzie możecie w komentarzach podać linki do waszych blogów.
Bay bay ! ;*