środa, 19 sierpnia 2015

Jeden.

***

Dzień jak co dzień. Wstała wyspana, bo by koło godziny 12.Mieszkała sama, jest bez zobowiązań i dobrze było jej z tym faktem. Usiadła na krawędzi łóżka i otworzyła szufladę  od szafki nocnej. Na samym wierzchu leżał przezroczysty woreczek z białą zawartością. A w jego środku znajdowała się biała substancja, która była dla niej lekiem na wszelkie zło, a mianowicie kokaina. Nie miała wielu przyjaciół, zwłaszcza tych prawdziwych. Jeżeli chciała się z kimś naćpać miała gdzie zadzwonił, ale jeżeli potrzebowała
pomocy mogła zadzwonić tylko i wyłącznie do jednej osoby. Była nią Agata, żona jakiegoś tam piłkarzyny z Dortmundu. Ale lubiła jej męża, nigdy jej nic nie zrobił, przeciwnie był dla niej oparciem jak jego żona. Nie odwrócili się od niej, kiedy złapali ją na ćpaniu lub podobnych sprawach. To właśnie młoda polka pomogła ćpunce znaleźć pracę, żeby
miała za co żyć, a co się z tym wiąże - żeby miała też za co ćpać. Chociaż przychodził taki kryzys w jej życiu, że nie wytrzymała do wypłaty i musiała w inny sposób zdobyć to na czym jej najbardziej zależało. Nie miała rodziny, bo i ta była dla niej zbędna. Jej rodzice zmarli w wypadku samochodowym gdy miała 11 lat. Zostawili jej tylko i wyłącznie dom. Nie wielki , całkiem przytulny. Wychowywała ją na początku jakaś rodzina, lecz później musiała zająć się tym sama. Uciekła od nich, było jej tam na prawdę dobrze. Pokochała ich jak własną rodzinę, a zwłaszcza jednego z chłopców w tamtym domu. Był dla niej jak brat, taki prawdziwy. Wspierał ją zawsze i doskonale wiedział, gdy coś było nie tak. A pozostała rodzina się od niej odwróciła, bo kto by chciał znać ćpunkę ? No właśnie - nikt ! Zrobiła dłuższą kreskę na szafce nocnej, a resztę odłożyła na swoje miejsce. Klękła przed brązowym meblem, wzięła głęboki oddech, zatkała jedną z dziurek od nosa, a drugą wciągnęła dokładnie całość, starając się przy tym nie pozostawić ani śladu po substancji. Lekko zakręciło się jej w głowie, więc przysiadła na krawędzi swojego łóżka i wciągnęła głęboko do płuc sporą ilość powietrza. Wstała i do razu poczuła ogromną ulgę. Poszła do kuchni, żeby coś w końcu zjeść przed wyjściem do pracy. Zostało tylko mleko i jakieś cholerne płatki, które musiała zjeść żeby chodź w połowie wypełnić swój głód. Zbawienie działało jak trzeba, więc humor dziewczyny od razu się poprawił. Po śniadaniu powędrowała do łazienki Umyła dokładnie zęby, przemyła twarz i uczesała włosy w niedbałego koka. Potem poszła do sypialni i otworzyła swoją szafę. Wyciągnęła z niej krótkie szorty z wysokim stanem do tego króciutką koszulkę, która odsłaniała jej brązowy, idealnie wyrzeźbiony brzuch. Na samym środku w pępku, delikatnie świecił kolczyk. Zarzuciła torebkę na ramie i była gotowa do wyjścia. Właściwie to musiała biec do pracy bo bała się, że nie zdążyły. Nie pracowała tam długo, bo może zaledwie z miesiąc, ale już zdążyła polubić tę pracę. Nie należała ona do ciężkich, opiekowała się psem, czasami coś ugotowała i posprzątała trochę dom. A wypłata nie była mała w porównaniu z pracą. Po chwili była już na miejscu, zadzwoniła delikatnie dzwonkiem i jak zwykle otworzyła jej starsza pani.
- Dzień dobry Pani Julio - powiedziała uśmiechnięta
- Witaj Lea - usłyszała
- Jak się pani czuje ? - zapytała wchodząc do środka
- Bardzo dobrze, dziękuje - odparła - Hades już na Ciebie czeka - zaśmiała się cicho
- Cześć mały - powiedziała i od razu podeszła do pieska, który stał pod tylnymi drzwiami, bacznie wyczekując spaceru. W całym domu nagle rozległ się dzwonek do drzwi – Chyba ma Pani gości, więc my już pójdziemy – odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna, zaczepiając smycz i szybko ulatniając się tylnymi drzwiami domu. Wszyscy myślą że jeżeli ktoś bierze jakiekolwiek narkotyki jest złym człowiekiem. Ale czy to jest prawda ? Może po prostu to słabi ludzie, którym nie ma kto pomóc, albo nie chcą tej pomocy. Może to osoby, które boją się życia. A może to życie ich tak bardzo skrzywdziło że nie potrafią się pozbierać po tym ciosie. Dokładnie tak było z Leą: mała, smukła dziewczyna. Nikogo nie byłaby wstanie skrzywdzić, ale bierze to świństwo, które jest dla niej lekiem. Może nie należy do tych najbardziej odpowiedzialnych osób, ale nie jest taka jak te stereotypy ćpunów. Jest wyjątkowa, zupełnie inna niż dziewczyny w jej wieku. Na pozór cicha i spokojna, strachliwa, ale potrafi pokazać pazury. Gdy tylko wychodziła na spacer z Hadesem przypominały się jej chwile, które spędzała z rodzicami i z ich pieskiem Hektorem. Zwierzęta były dla niej wszystkim, nie groźne i wyjątkowe – dokładnie tak jak ona. Wracając ze spaceru szła powolnie chodnikiem wpatrując się w pięknego zwierzaka, który szedł kilkanaście metrów przed nią. Na podjeździe domu Pani Juli stał wielki, czarny samochód. Widać było że właściciel tego samochodu nie należał do biednych, ale to nie jej było go oceniać, bo nawet go nie znała. Weszła po cichu na palcach tylnymi drzwiami, spuściła psa ze smyczy i poszła szybko do łazienki żeby umyć ręce. Nie chciała przeszkadzać Pani Julii w rozmowie, więc próbując wyjść na mały, ale zadbany podwórek za domem przechodziła obok salonu.
- Lea – zawołała starsza pani
- Tak ? - zapytała ze sztucznym uśmiechem na ustach, nie chciała tam wchodzić, ale gdy już ją zawołano nie mogła odmówić. Powoli kierowała się w stronę salonu, po chwili stała we wejściu.
- Lea, kochanie poznaj mojego wnuczka Marco, Marco to jest właśnie opiekunka naszego Hadesa.
- Dzień dobry, miło Cię poznać – powiedział blondyn podnosząc się z kanapy i wyciągając w kierunku dziewczyny swoją rękę
- Mnie również – odpowiedziała cicho podając swoją dłoń – To ja już nie będę przeszkadzać pójdę zrobić obiad, na co ma Pani ochotę ? - zapytała
- Pamiętasz jaka była umowa ? - zapytała z groźną miną pani Julia
- Tak wiem, ale Pani jest dla mnie taka dobra. Muszę się odwdzięczyć – dodała z lekkim uśmiechem
- No dobrze, jeżeli tak bardzo chcesz. - odpowiedziała staruszka
- Dziękuję – powiedziała ostatni raz i z uśmiechem wyszła z pomieszczenia. Powędrowała do kuchni, żeby coś ugotować. Bardzo lubiła to zajęcie, odprężało ją i to niesamowicie.  A w domu nie gotowała, bo najczęściej zjadała posiłek właśnie u swojej pracodawczyni.  Cały czas przygotowując ulubioną Lazanię, zastanawiał się skąd zna tego chłopaka. Wydawał się jej znajomy, ale za nic w świecie nie widziała skąd. Po pewnym czasie w całym domu roznosił się zapach pysznego dania, które Charlie właśnie wyjmowała z piekarnika.
- Zapraszam do stołu – zawołała z jadalni, gdzie wszystko rozłożył na wielkim stole.  We trójkę zjedli obiad, sporo rozmawiali, a jeszcze więcej się śmiali. Lecz w głowie dziewczyny była twarz wnuczka pani Julii. Po posiłku posprzątała, wszystkie naczynia dokładnie umyła i posprzątała kuchnię. Chciała zabrać psa na spacer gdy nagle przyszedł wysoki blondyn obok niej. 
- Czy mógłbym zabrać go na spacer ? - zapytał z ślicznym uśmiechem na ustach patrząc na psa 
- Proszę – odpowiedziała oddając smycz chłopakowi 
- Możesz pójdziesz z nami ? - zapytał 
- Może innym razem. Jak ty go weźmiesz to ja będę miała czas, żeby trochę posprzątać i zrobić pranie – odparła odchodząc od chłopaka. Pobiegła do sypialni pani Julii, gdzie starsza pani powinna być. Zapukała cicho, lecz nikt jej nie odpowiedział, zapukała mocniej i też nie usłyszała żadnego głosu tylko ciche chrapanie. Zaśmiała się pod nosem, uchyliła drzwi i zobaczyła śpiącą starszą panią. Zamknęła po cichu drzwi i wzięła się za sprzątanie całego domu. Nie był on mały, ale do wielkich też nie należał. Po niecałej godzinie uporała się ze wszystkich co zaplanowała i wyszła na mały podwórek. Chwyciła za piłkę i zaczęła delikatnie odbijać. Nie wychodziło jej to za bardzo, ale się nie poddawała i dalej próbowała coś wymyślić.  Po pewnym czasie zaczęło ją to irytować, więc odłożyła piłkę i usiadła na małej, drewnianej huśtawce. To lubiła najbardziej, bo spacery z rodzicami kończyły się na zabawie na placu zabaw. A huśtawka była jej ukochanym miejscem. Czuła się wtedy beztrosko, zwyczajnie, bez problemów – jak by nie była sobą. Zamknęła oczy i zaczęła marzyć. Miała wrażenie, że buja się w białych, delikatnych chmurkach. Poczuła na swoich kolanach coś ciężkiego. Otworzyła szybko oczy i spojrzała na psa, który zaczął lizać jej twarz. 
- Co kochany? Jak było na spacerze ? - uśmiechnęła się szeroko do pieska na co on głośno zaszczekał. - Matko jak ty śmierdzisz - zaśmiała się głośno czując zapach 
- Zaliczył kałuże jedną góra dwie - uśmiechnął się do niej chłopak 
- Czuć - odparła tym samym i poszła po wąż, który był podłączony do kranu. Wykąpała  swojego ukochanego pupila i dokładnie wysuszyła. Czuła na sobie wzrok chłopaka, ale nie zwracała na niego uwagi, po prostu robiła co do niej należy. Na zewnątrz wyszła starsza pani. 
- Przepraszam, czy ja mogłabym już iść ? - zapytała się z nadzieję. Poczułaś głód, głód narkotykowy bo jaki inny. Organizm miała już praktycznie wyniszczony i nic nie czuła, prócz tego. Ale właśnie "to" było dla niej najgorsze. 
- Tak pewnie, ale myślałam że zjesz z nami ciasto - powiedziała staruszka 
- Dziękuję bardzo, ale nie dziś spieszę się - uśmiechnęła się krzywo - Do zobaczenia Pani Julia - dodała do staruszki - Miło było Cię poznać - krzyknęła szybko nad odczepne do chłopaka i wybiegła z domu. Od razu doszła do swojego mieszkania i wbiegła do sypialni. Miała nadzieje, że nie będzie miała ochoty na narkotyk, ale to było silniejsze od niej. Nie dawała rady, zajrzała do szuflady, ale tam nie znalazła swojego zbawienia. Wiedziała już gdzie są jej prochy. Aga musiała tu być i je znaleźć. Młoda dziewczyna obiecała jej że rzuci, ale nie udało jej się a najwyraźniej Polka znalazła to cholerne świństwo.Tylko jedna osoba mogła jej pomóc. Chearli. Chwyciła za telefon siedząc na podłodze, czuła jak mocno bije jej serce. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie tak łatwo go przekonać, a tym bardziej gdy nie ma się kasy. Nerwowo ruszała jedną ręką, zaciskając przy tym mocno kciuk. 
- Cześć Cherali
- Cześć kochana - odpowiedział 
- Potrzebuję... - powiedziała przeciągle 
- A masz kasę ? 
- Nie 
- To żegnam - powiedziała bez skrupułów 
- A może wpadniesz do mnie i... - sama nie wierzyła że chce to powiedzieć, a tym bardziej zrobić. Jak można być tak chorym człowiekiem, żeby zniżać się do takiego poziomu. Sama nie wiedziała, ale musiała. Dłużej już nie mogła wytrzymać...

***

Wiecie co wam powiem ? Wow !
Jestem w takim szoku, że to jeszcze chyba do mnie nie dotarło.
4 komentarze pod Prologiem, to jest dla mnie kosmos po prostu.
Z całego serca pragnę Wam bardzo, ale to bardzo podziękować.
Specjalnie dla tego przychodzę z kolejnym rozdziałem, mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Koniecznie dajcie znać.
Pozdrawiam Serdecznie i do następnego ! ;***

1 komentarz:

  1. Wow! Świetny i mocny początek!
    Już teraz widać, że Lea i Marco (poza miłością do piłki) mają ze sobą trochę wspólnego i za sprawą pani Julii będą zapewne często się widywać. Czekam też na pojawienie się Kuby oraz Agaty i na rozwój tej sprawy z narkotykami... Jestem ciekawa, jak ona się potoczy, kiedy wyjdzie na jaw i dotrze chociażby do Marco... Bo pewnie kiedyś dotrze ;) No i czy dziewczyna i Reus spotkają się ponownie, ale tym razem przez Błaszczykowskiego! ;)
    Mam też nadzieję, że Lea nie popełni ogromnego błędu i nie zrobi czegoś głupiego, by zdobyć prochy. Wręcz wierzę, że tego nie zrobi! Chyba prościej byłoby pójść do Agaty i poprosić ją o zwrot działki, nawet, gdyby miała się nie zgodzić...
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! Informuj mnie proszę o nowościach ;)
    Ps. Linki do siebie zostawię w spamie ;)

    OdpowiedzUsuń